FATALISTA
strona główna arrow poezja arrow Dorota Sławek - wiersze
Dorota Sławek - wiersze pdf  | drukuj |  email

Acha

Astalavista gadżet gay obcążki dwa ostre noże
karabińczyki
bilety na sumę kilku tysięcy złotych
dwa – pół – domy – schrony – jamochłony,
bo w każdym z nich moje nogi oprzędza nieznanego gatunku.

mama ja.
i pomiędzy ta przestrzeń, której na stałe przytulić nie
mogę,
bo brak tej trzeciej nogi

czas, który przez palce już nie przelatuje,
bo każda sekunda się powtarza,

możesz wszystko!
dlatego tak trudno czegokolwiek zapragnąć..

W ból smród i ubóstwo wchodzi się tak miękko,
ascetyczna macierz,
wytrwać na kancie w spokoju

ale całość czegoś ciągle oczekuje
pani dorotko czy na pewno pani czegoś nie potrzebuje?
..ten statek jest zatapialny! ten statek nie ma kół..

kosmiczny żart, nieme odniesienie grzęźnie mi w gardle.
jestem swoją własną krawędzią, swoim własnym czasem,
zaprzeczeniem, znużeniem.

jeśli któregoś dnia wbije sobie w oko oczywistość
granicy,
to liczę na wszelką nieobecność..
wara

 

* * *

A jednak przewierca się
przez moje dwudziestocentymetrowe marginesy ramion

wzdłuż ud się natomiast klnę, na średnik

nie nadaję się do twojej puenty,
do twoich poranków
każdego..
wydaję wyrok na słońce; że owszem,
owszem, nie śniło mi się nic kochanie, ca va.

i tak na wznak, na przykaz, na okaz
- drganie nie objawione
i Brak na trzeciego; cierpko przecinkiem w oko

koła i przewiewy nozdrza i zęby

brakuje nam wbitych w drewno paznokci,
wybitych ze wskazówek sekund,
półnut i Rozdziałów

Brakuje...

a jednak:

nigredo

 

* * *

jechaliśmy tramwajem
ja i mój duch,
nie przydeptywaliśmy świętości
mroźnego świtu

oczy nie zmęczone
myśli nie nabrzmiałe.
Nie wiem.

dalajlama usunął figowce
wyszedł na wpół,
na wprost drzazg przed burzą
ciemnego wzroku.
tam.

nie mam nic
nie trawię czekolady
nie będzie wypalonej cegły w domu,

na jabłoni
nie zacznie się światło
twoich przestrzeni

; dopiero strach
; teraz pył nie dzwon
; nie tybetański grzdacz

brodzik za dużych swetrów
na bezkrwistym ciele

nienawidzę, gdy upuszczasz mnie całą
na świeżo laminowanego bubera

wilgotne powietrze
zygzakiem negatywu

przestało mnie hołubić
osuwam się

wiesz...
...ale nie na ciemną ziemię.

Utopie odżegnań
litanie pod próg

udało się
wycisnęłam się
przez gardło , przez smycz

aby lewą stopą
tupnąć na własnym ramieniu

wygięłam kręgosłup

tak..

że nareszcie nikt i nic nie pęka

 

* * *

Stała mi się z Odpęcznianiem
wątpliwość zakrywająca nozdrza
dusząca w tym miejscu na potylicy gdzie zaczyna się wszystko

wszyściutko mi spadło z żołądka na kolana
miażdżąc aorty przemieszczeń
deformacja absolutna

wilczyca patrzy wilkiem
planowana zagłada

wydawało mi się bez reszty
że cztery reszki dostały się w rozdział, przestrzał
a jednak nie..

wypowiedziała się całkowicie

staje mi do świetności w gardle Wschodnie wycie
a reszka ruchem dłoni tych zza lub sprzed
zakręca moje łapy o pnie toporne

pomyliłam się
mój anioł warczał z oddali

zasnęłam na moment pożerając zająca
próbując polować na życie wspólnie z delfinem

łamiąc krzyż wilkowi.


Dorota Sławek, ur. w Sosnowcu 21 maja 1984, pasaż na Antropologii kultury i etnologii, Uniwersytet Jagielloński. Obecnie mieszka we Francji, zajmuje się grafiką komputerową i wyrobem biżuterii. Źródła fotosyntezy duchowej: K.Wilber, S.Weil, E.Tolle