„Madame” to debiutancka powieść Antoniego Libery (ur. 1949), która w 1998 roku zwyciężyła w konkursie wydawnictwa „Znak”. Fakt ten stanowi pewien paradoks i wyzwanie dla potencjalnych czytelników- tych, którzy potraktują książkę jako coś więcej niż tylko zgrabnie napisany , wciągający romans, jakim niewątpliwie „Madame” jest. Cóż zatem więcej można odnaleźć w tej powieści dojrzałego, świadomego twórczo autora, powieści o której tak wiele już powiedziano, która zdążyła sobie już przysporzyć grona wiernych admiratorów , ale także i zaprzysięgłych wrogów?
Z pewnością nie można odmówić „Madame” wdzięku i rzetelności wykonania. Pierwszym wrażeniem, jakie wywołała we mnie lektura, było silne przeświadczenie o „solidnej pracy” autora. Ale czy rzeczywiście tego oczekujemy od książki? Z kart „Madame” wprost bije dbałość o szczegół, granicząca wręcz z cyzelowaniem.
Historia młodego, wyjątkowo inteligentnego maturzysty, zakochanego w swej tajemniczej nauczycielce języka francuskiego , rozpisana na 400 stronach, przypomina misterną układankę. Wydawnictwo zapowiada „Madame” jako : „ironiczny portret artysty z czasów młodości” i „zarazem opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę Słowa i o naturze mitu”. Opowieść tę snuje narracją pierwszoosobową główny bohater, którego imienia nie poznajemy . Stajemy się więc obserwatorami jego pierwszego zauroczenia i zabiegów jakie czyni on, aby zbliżyć się do obiektu swoich westchnień. Jak się okazuje, nie są to tylko i wyłącznie jego rojenia, z czasem udaje mu się pogłębić suchą relację „uczeń- nauczycielka” i sprawy przybierają niespodziewany obrót. Rozczaruje się jednak ten, kto liczy na intymne opisy , czy dosłowność. Historia jest wysublimowana, nostalgiczna, jak dopracowana muzyczna kompozycja. Niewątpliwa zaleta książki Libery , to odmalowanie tła historycznego. Rzecz dzieje się w komunistycznej Polsce, a Madame jest dla niektórych przedstawicielką „zgniłego zachodu”, co stanowi pretekst do pokazania paradoksów ówczesnego systemu. Narrator to człowiek młody, wywodzący się z inteligenckiego domu, nie rozumiejący pewnych mechanizmów, ale rzetelnie zdający z nich relację, co jest zabiegiem bardzo interesującym. Zarzut, który można w tym momencie postawić, to jednak sposób kreacji bohatera. Jego przeintelektualizowane wypowiedzi i rozważania ujmują książce rysu autentyczności. Jeśli przyznamy rację Gombrowiczowi , który pisał „Nie w tym rzecz aby artysta nie miał kompleksów, a w tym by kompleks przetworzył na wartość kultury. Artysta to neurotyk, który się leczy a z tego wynika że nie może leczyć go nikt inny” rychło spostrzeżemy, że Antoni Libera, tłumacz Becketta i reżyser teatralny, kompleksów intelektualnych raczej nie ma, za to skutecznie wpędza w nie swych czytelników. Trzeba jednak przyznać, że jest to nobilitujące iż autor ufa w erudycję odbiorców. Gra cytatów, kulturowych odniesień i aluzji stanowi dla nas wyzwanie. Niektóre z nich odczytujemy w lot, inne po pewnym czasie, jeszcze inne pewnie na zawsze zostaną dla nas tajemnicą. Nawiązania do zasad gry w szachy, do Racine’a, Hölderlina, Conrada, Dantego, Manna- to tylko niektóre z nich. Wyraźnie widać, że Libera zgadza się ze zdaniem Rolanda Barthes’a, iż „Tekst jest tkanką zbudowaną z cytatów pochodzących z nieskończonej ilości kulturowych źródeł”.
Nie wpisuje się jednak „Madame”, jak można by sądzić, we współczesną tendencję powieści postmodernistycznej. Dostrzegalne są co prawda w książce cechy takie jak eklektyzm, intertekstualność, czy demonstracyjna literackość dzieła. Czasem widać też „grube nici” jakimi twórca tka tę opowieść. Monologi Jerzyka i Konstantego czy esej bohatera o Wodniku sprawiają wrażenie doklejonych, są zbyt mozolną retardacją. Biorąc jednak pod uwagę świadomość i wiedzę kulturową autora, wszystkie te zabiegi uznać można za przewrotną zabawę formą. Libera bowiem „w poszukiwaniu formy bardziej pojemnej” robi jakby krok w tył, odwołując się z pełnym przekonaniem do klasycznych wzorców powieściowych, jednocześnie bawiąc się nimi, odkrywając w nich nowe możliwości. Blisko mu do Stendhalowskiego modelu powieści jako „zwierciadła przechadzającego się po gościńcu”, szczególnie w kwestii kompozycji. Być może to najbardziej drażni w tej książce, to sprawia ,że można prychać pogardliwie, nazywając „Madame” „pierwszorzędną powieścią drugorzędną”. Paradoksalnie jednak, w swej wierności klasycznym wzorcom, na tle aktualnej sytuacji literackiej w Polsce, okazuje się być Libera swoistym buntownikiem. Jak bowiem napisał Jacek Dehnel, młody poeta, również świadomie wykorzystujący w swej twórczości klasyczne wzory: „Wiersze obrazoburcze miały sens i siłę w epoce gorsetów- w epoce obrazoburczej taką siłę i sens mają wiersze- gorsety”. „Madame” jest więc powieścią potrzebną, napisaną późno jeśli chodzi o życiorys twórczy autora, ale w odpowiednim czasie, jeśli myśleć o literaturze jako pewnej sinusoidzie, grze napędzających się przeciwieństw. Na tym wykresie „Madame” zawsze będzie miała swoje miejsce.
Antoni Libera, Madame, Kraków 2004