| strona główna |
| wydarzenia |
| numer 02/2008 |
| numer 01/2007 |
| eseje |
| recenzje |
| poezja |
| proza |
| felietony |
| wywiady |
| foto |
| redakcja |
| szukaj |

numer 02/2008
Maja Barańska - Czasem słońce, czasem deszcz | Maja Barańska - Czasem słońce, czasem deszcz | | drukuj | |
|
Na nową płytę Nosowskiej nie czekałam z utęsknieniem, bo po świetnym Puk.Puk (1996) wokalistka niczym mnie nie zaskoczyła- znacznie bardziej udane były płyty nagrane z zespołem Hey, choć i on ostatnio popadł w rutynę. Słowem- zaczęłam tracić nadzieję na smakowite kąski firmowane nazwiskiem wokalistki. Jednak znaczna przerwa - ostatnia płyta Hey ukazała się ponad 2 lata temu, solowa Sushi wyszła w 2000 roku - sprawiła, że muzyka Nosowskiej nabrała nowego, świeżego smaku. Co prawda nowa płyta powstawała przez klika lat - jednak jej ostateczny kształt dojrzał do ostatecznej postaci całkiem niedawno. Moje pierwsze spotkanie z UniSexBlues odbyło się właściwie na poziomie podświadomości - mój umysł katowany codziennie o świcie przez pewną rozgłośnię singlową Erą retuszera leniwie rejestrował znajome elementy piosenki. Ponieważ godzina, o której singiel był codziennie z godną podziwu konsekwencją włączany, była dla mnie godziną pogańską i niemożliwe było trzeźwe rozpoznanie wykonawcy, po kilku dniach, gdy zaczęłam mimowolnie nucić jakiś fragment, doznałam olśnienia - tak, wokal to bez wątpienia była Nosowska, ale stylistka już tu nie pasuje, choć jest mi dziwnie znana… Wątpliwości rozwiały się, gdy zobaczyłam teledysk do rzeczonej piosenki, a w nim ucharakteryzowaną, ale wciąż rozpoznawalną, gębę Macuka. W ten sposób dotarło do mnie, że znajome dźwięki kojarzyły mi się z Pogodno, a układankę dopełniła geografia. Otóż jak wiadomo, Kasia przygodę z muzyką zaczynała w Szczecinie - dokładnie tam, gdzie Pogodno, co więcej - szesnastoletniemu Macukowi zdarzyło się zagrać na basie w Hey’u… Później napisał jeszcze O papierkach i Na ucho na płytę Puk.Puk. Nosowska po dekadzie zdecydowała się powrócić do współpracy z muzykiem- tym razem jednak Macuk miał zdecydowanie większy wpływ na płytę artystki- napisał muzykę do wszystkich piosenek i wyprodukował cały krążek. Ponieważ Macuk nie boi się eksperymentów, a dobitniej- jest niewyżytą muzycznie bestią - UniSexBlues to całkiem niezła płyta z dość zróżnicowanymi stylistycznie kawałkami. Muzykę dopełniają teksty Nosowskiej- tutaj bez niespodzianek- Kasia od początku swojego „piosenkopisarstwa” jest dość konsekwentna, tak więc w tekstach usłyszymy wiele zaskakujących metafor i ciekawych zestawień. Całość przepleciona oczywiście „mocnymi” obrazami (Dzieciaki chcą spać | Zasną wiecznym snem | w beczkach na kompostową maź chodzi za mną cały czas), neologizmami i elementami turpistycznymi. Do tego Nosowska dodała jeden tekst Emily Dickinson (zalatujące elektroniką My Faith Is Stronger Than The Hills, moim zdaniem jedna ze słabszych piosenek na tej płycie) i Kasitet romans ze słowami Budynia (tak, on też jest z Pogodno). Zdziwiło mnie autorstwo tego tekstu- ta liryczna piosenka jest bardzo „w stylu” wokalistki i byłam pewna, że słowa są jej dziełem. Z gości nie można pominąć Staszka Soyki na fortepianie, Tomasza Dudy (saksofon- z kim on nie grał…) i Darka Sprawki (puzon - też Pogodno). UniSexBlues nie jest płytą spójną, choć różnorodność muzycznych cytatów jest do niej kluczem- mimo wszystko całość jest dość konsekwentna i co ciekawe- poszczególne piosenki są bardzo „równe”. Mam zwyczaj punktować piosenki przesłuchiwanych płyt. Najczęściej mam jednego- dwóch „faworytów” i tyleż kawałków „znielubionych”. W przypadku tej płyty punkty rozłożyły się dość równo- na 14 piosenek „wystawiłam” trzy razy najwyższą notę, trzy bardzo silne piątki, pięć czwórek i trzy mocne tróje. Zdradzę swoje typy - to chodząca za mną od tygodni Era retuszera (sama nie mogę wyjść z podziwu, że mi się jeszcze nie „osłuchała”), Nerwy i wiktoriańscy lekarze (kawałek doskonale zagrany i zaśpiewany) oraz wspominany już Kasitet romans - liryczna i melodyjna, bardzo „notowska” piosenka. Jednak niezależnie od typów UnisSexBlues to płyta do słuchania w całości- bo w całości dobra. Myślę, że wiele radości przyniesie zarówno fanom „starej” Nosowskiej, jak i zupełnie nowym słuchaczom, nie znającym wcześniejszych dokonań wokalistki. Spora ilość elektroniki, która przygniotła poprzednie płyty Kasi, została teraz zrównoważona klasyczną gitarą, fortepianem czy akordeonem. Eksperymenty z formą i treścią artystka pozostawiła za sobą. UnisSexBlues to płyta zrównoważona i dojrzała, choć w swojej dojrzałości nieco szalona i niekonwencjonalna. Z całym szacunkiem dla Banacha i Smolika, którzy wcześniej z Nosowską współpracowali - wolę ich w innych zestawach; „romans” z Macukiem to bez wątpienia ogromny krok do przodu w karierze Kasi. I mam nadzieje, że owoców tej współpracy będzie więcej. Jeśli tylko wokalistka będzie utrzymywać równowagę między „pogodnością” a „nosowskością” na pewno będziemy mieli okazję posłuchać kolejnych dobrych dźwięków spod znaku tego duetu. I obyśmy nie musieli na nową płytę czekać kolejne siedem lat… Nosowska, UnisexBlues,QL Music2007 |
